środa, 6 lipca, 2022

PepeTV Telewizja Polska Na Świecie

Przedwojenny, wakacyjny film z Nasielska przywraca dzieciństwo

Pięć lat temu pisarz Glenn Kurtz znalazł w domu
rodziców na Florydzie film z podróży dziadków po
Europie w 1938 r. Między widokami Paryża, Brukseli
i innych turystycznych atrakcji kolorowa taśma
zarejestrowała trzy minuty z życia miasteczka w
Polsce. Odkrycie filmu zapoczątkowało kilkuletnie
poszukiwania, w toku których Kurtz ustalił, że
miasteczkiem jest Nasielsk w powiecie
nowodworskim, gdzie urodził się dziadek Glenna, a
uwiecznieni na taśmie ludzie to mieszkańcy
nieistniejącej już żydowskiej dzielnicy.
Do amerykańskich księgarni trafiła właśnie książka “Three minutes in Poland: Discovering a lost
world in a 1938 family film” (wyd. Farrar, Straus and Giroux), w której Kurtz opowiada, jak krok po
kroku docierał do potomków, krewnych, a nawet kilku żyjących przedwojennych Żydów z
Nasielska, którzy przetrwali wojnę.
PAP: Co skłoniło Pana do napisania książki wychodzącej od wakacyjnego filmu dziadka?
Glenn Kurtz: Znalazłem ten film w szafie u rodziców w 2009 roku. To typowy rodzinny film z
wakacji. Ale kiedy zobaczyłem, że został nakręcony w 1938 roku, zdałem sobie sprawę, że ma też
wartość historyczną. Zarejestrowani ludzie za chwilę mieli przecież doświadczyć Holokaustu.
Chciałem ich jakoś uhonorować, dowiadując się, kim byli. Nie chciałem, by film pozostał kolejnym
przedwojennym filmem z jakiegoś miasteczka żydowskiego w Polsce. Chciałem zrozumieć tak wiele
szczegółów na filmie, ile się da.
AP: Kolorowy film nakręcił na taśmie 16 mm pana dziadek, David Kurtz, gdy wraz z żoną udał się
w 1938 roku w podróż po Europie. Odwiedzili m.in. Paryż, Brukselę, Londyn, szwajcarskie Alpy
oraz właśnie Nasielsk.
G.K.: Dziadek urodził się w Nasielsku. Ale w 1890 roku, gdy był małym dzieckiem, z całą rodziną –
rodzicami i wujostwem, i chyba także z babcią – wyjechali do USA. Byli częścią wielkiej fali
imigrantów z Europy Wschodniej, wyruszających w poszukiwaniu nowego, lepszego życia. Miał trzy
lub cztery lata, gdy wyjechali, więc wątpię, czy pamiętał, jak wyglądał Nasielsk, ale wciąż miał tam
kuzynów. Myślę, że chciał wrócić i zobaczyć skąd pochodzi.
PAP: Ukazani na filmie mieszkańcy wydają się zadowoleni, że są nagrywani. Wychodzą na ulicę,
wyglądają z okien, dzieci biegną za kamerą…
G.K.: Myślę, że byli podekscytowani, że Amerykanin przyjechał do ich miasteczka. Nie dość, że
przyjechał samochodem, który dziadek zapewne wynajął w Warszawie, by dotrzeć do Nasielska, to
jeszcze miał kamerę. To musiało być duże wydarzenie w tej małej miejscowości.
PAP: Jak wyglądały poszukiwania osób zarejestrowanych na filmie?
G.K.: Przez pierwsze lata badań nie udało mi się znaleźć żadnego ocalonego, który pomógłby mi
zrozumieć, co jest na filmie. Czułem wielką stratę. Pomyślałem, że znalazłem ten film za późno. Aż
tu nagle, nieoczekiwanie skontaktowała się ze mną kobieta, która rozpoznała na filmie –
udostępnionym na stronie internetowej Muzeum Holokaustu – twarz swojego dziadka Maurice’a
Chandlera, na filmie kilkuletniego chłopca wpatrzonego w obiektyw kamery. Spotkałem się z nim.
To było nadzwyczajne spotkanie. Wśród pierwszych zdań, które mi powiedział, było: film pana
dziadka przywrócił mi dzieciństwo. Dać taki dar komuś, kto stracił podczas wojny całą rodzinę, było
jednym z najgłębszych doświadczeń mojego życia.
PAP: Spotkanie, jak pisze Pan w książce, okazało się przełomowe dla pana dalszych poszukiwań,
bo Chandler pomógł w identyfikowaniu kolejnych osób na filmie.
G.K.: Ma nadzwyczajną pamięć. Dostarczył mi ogromną ilość informacji o miejscowości i ludziach
na filmie. Tuż przed wojną w Nasielsku mieszkało około 3 tys. Żydów czyli 50-55 proc.
mieszkańców, a w 1945 roku żyło już tylko około 80 z nich. Udało mi się znaleźć członków rodzin
nieżyjących już ocalonych. Ale udało mi się odnaleźć aż siedmiu, którzy wciąż żyli, i porozmawiać z
nimi, a dwoje z nich rozpoznało się na filmie. Poza panem Chandlerem była to kobieta, która
niestety zmarła w ubiegłym roku, w wieku 96 lat, w Kanadzie. To było niesamowite, sam nie mogę
uwierzyć, że to się udało.
PAP: Jak udało im się przeżyć Holokaust?
G.K.: Trzy osoby tuż po niemieckiej inwazji uciekły na wschód Polski i były deportowane na
Syberię. Pozostali przetrwali, bo się ukrywali. Jedna z kobiet uciekła z getta i całą wojnę spędziła
ukrywana przez Polaka w komórce w opuszczonym mieszkaniu w Warszawie. W sumie w ramach
projektu skontaktowałem się z liczącą około 75-100 osób wspólnotą ludzi, którzy albo sami
pochodzą z Nasielska, albo ich rodzice lub dziadkowie. To było nieoczekiwane, że udało mi się
stworzyć wspólnotę ludzi, którzy pamiętali miejscowość i połączyć różne fragmenty pamięci, które
pozostały.PAP: W tym roku wspólnie pojechaliście do Nasielska.
G.K.: Zaproponowałem, byśmy razem pojechali, gdyż w 2014 roku przypada 75. rocznica wybuchu
wojny, a także deportacji wszystkich Żydów z Nasielska – 3 grudnia 1939 r. (Trafili do dwóch gett
utworzonych w Łukowie i Międzyrzecu, skąd w 1942 roku zostali wywiezieni do Treblinki – PAP). W
naszej 50-osobowej grupie był też jeden ocalony – 91-letni Jan Głodek, który obecnie mieszka w
Londynie. Teraz w Nasielsku nie ma już żadnego Żyda i jestem pewien, że ta nasza grupa była
największą grupą Żydów w Nasielsku od końca wojny.
PAP: Jak zareagowali mieszkańcy Nasielska?
G.K.: Kiedy pierwszy raz skontaktowałem się z miastem w 2012 roku, niektórzy prosili, bym był
ostrożny, bo część mieszkańców może się bać, że Żydzi chcą odzyskiwać domy. Ale kiedy
przyjechaliśmy, burmistrz nas witał, a lokalna biblioteka pokazała wystawę zdjęć, które
przygotowałem. Kilka osób powiedziało, że słyszało jakieś nieprzyjemne komentarze, ale jako
grupa zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Bardzo ważne było dla mnie, by to nie była tylko wizyta
żałobna. Spędziliśmy kilka godzin z uczniami szkoły średniej. Była to okazja, by porozmawiać o
historii Nasielska; o tym, że nasze wspólnoty – Polacy i Żydzi żyli razem w tym miasteczku przez
400 lat. Uczniowie mało wiedzieli, ale byli ciekawi, zadawali pytania. Mam nadzieję, że nasze
relacje z tą szkołą będą utrzymane.
PAP: A jak ten projekt zmienił Pana?
G.K.: Bardzo. Zawsze interesował mnie Holokaust, ale nie odczuwałem osobistego związku. Teraz
czuję się członkiem wspólnoty ludzi z tej miejscowości, którą poniekąd stworzyłem. Istnieli, ale ja
ich połączyłem. Cieszę się, że wpłynąłem na życie ocalonych, pomogłem przywrócić pamięć. Ale
ważne jest też dla mnie to, że wpłynąłem na miejscowość i zrozumienie historii w Nasielsku. Teraz
toczy się tu debata, że kiedyś połowę społeczeństwa stanowili Żydzi.
Z Nowego Jorku Inga Czerny (PAP)
icz/ kar/

Ostatnio oglądanE

Ostatnie tematY

Loading...