niedziela, 4 grudnia, 2022

PepeTV Telewizja Polska Na Świecie

Portugalski “król turystyki” pochodzi z Polski

Portugalski „król turystyki” urodził się we Lwowie.
81-letni Andre Jordan jest jednym z czołowych
autorytetów turystycznych na świecie i twórcą
renomowanych kompleksów hotelowych w
Portugalii. Choć z Polski wyjechał, mając sześć lat,
zapewnia, że wciąż pamięta o kraju.
PAP: Żył Pan w wielu państwach. Można powiedzieć, że
jest Pan obywatelem świata. Ma Pan jeszcze jakiś kontakt z
Polską, w której się urodził?
Andre Jordan: Urodziłem się w Polsce, dorastałem w Brazylii i osiadłem w Portugalii, gdzie nadal
dosyć często spotykam Polaków. Coraz częściej przybywają do wybudowanych przeze mnie
ośrodków turystycznych, aby odpocząć czy pograć w golfa. Niedawno spotkałem w Algarve
prezydenta Lecha Wałęsę. To już kolejne nasze spotkanie w Portugalii, zupełnie przypadkowe.
PAP: Nadal mówi Pan po polsku?
Andre Jordan: Niestety, bardzo rzadko. Mój polski jest dosyć archaiczny. Ostatni raz regularnie
mówiłem w tym języku z moimi rodzicami. Choć oboje byli pochodzenia żydowskiego, to mocno
identyfikowali się z Polską. W naszym domu rozmawialiśmy po polsku, podczas urodzin
śpiewaliśmy “Sto lat!”. Dzięki mojej matce, która w młodości przeszła na katolicyzm, miałem
możliwość wychowywać się pomiędzy dwiema tradycjami religijnymi: żydowską i chrześcijańską.
PAP: Posługuje się Pan kilkoma językami, wiele podróżuje po świecie, obraca w bardzo
międzynarodowym towarzystwie, słowem – jest kosmopolitą. Jest tu jeszcze miejsce na polskość?
Andre Jordan: Identyfikuję się w jakimś stopniu z krajem, w którym się urodziłem, choć mam
świadomość, że dzisiejsza Polska jest już inna niż ta przedwojenna. Po emigracji do Brazylii
utrzymywałem kontakt z wieloma Polakami na płaszczyźnie kulturalnej. Po rozwodzie moich
rodziców i zamieszkaniu mojej matki w Nowym Jorku wielokrotnie spotykałem się z ważnymi
osobistościami polskiej literatury i muzyki. W jej domu gromadziła się elita polskiej emigracji z
Julianem Tuwimem i Janem Lechoniem na czele. Przesiąknąłem tym duchem, zawsze żywymi i
interesującymi rozmowami o Polsce. Po latach straciłem kontakt z tym środowiskiem, ale jakiś
element polskości we mnie pozostał. Zawsze kiedy słuchałem Jana Pawła II, jego słowa
wywoływały we mnie pozytywne emocje. Kiedyś zdałem sobie sprawę, że te wyjątkowe homilie
papieskie miały jednak inną moc oddziaływania, kiedy słuchało się ich po polsku, w ojczystym
języku Ojca Świętego, a zupełnie inaczej odbierało w językach obcych.
PAP: Co Pan czuje kiedy słyszy nazwę “Polska”?
Andre Jordan: Każdy z nas ma jakieś swoje miejsca, o których chce pamiętać. Myślę, że Polska jest
jednym z nich. Jej obraz opiera się na wspomnieniach moich rodziców, szczególnie mamy, która
pochodziła z Warszawy, obracała w kręgach inteligencji i świata kultury.
PAP: Opuścił Pan ojczyznę jako sześcioletni chłopiec. Co Pan z niej jeszcze pamięta?
Andre Jordan: Pamiętam moje rodzinne miasto Lwów oraz Drohobycz, z którego pochodziła
rodzina mego ojca. Dziś trudno mi powiedzieć, czy te wspomnienia są rzeczywiście tym, co
widziałem, czy może stanowią mieszankę moich dziecięcych obserwacji z późniejszymi
opowiadaniami mamy. Nigdy nie wróciłem do tamtych miejsc. Nie było do czego. Ani w Polsce, ani
na Ukrainie nie ma żadnych moich krewnych. Wszyscy, którzy przeżyli Holokaust, wyemigrowali do
Brazylii dzięki staraniom mego ojca i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.
PAP: Jak Panu i pańskim bliskim udało się przeżyć wojnę?
Andre Jordan: Moja mama miała złe przeczucia i wiele determinacji, aby przekonać ojca do
wyjazdu z kraju. Już pierwszego dnia po agresji Niemiec na Polskę udaliśmy się do Rumunii. Tam
po kilku tygodniach zapadła decyzja o ucieczce na południe Europy. Mieszkaliśmy trochę w
Wenecji, Rzymie, Paryżu, a następnie w Lizbonie, skąd ostatecznie w 1940 r. odpłynęliśmy do
Brazylii.
PAP: W Brazylii był Pan dziennikarzem, a w Portugalii stał się pionierem w sektorze luksusowych
hoteli, tworząc Quinta do Lago w Algarve, uchodzący w latach 70. za najlepszy kompleks
wypoczynkowy świata. Dwie dekady później nabył Pan teren pod Lizboną, tworząc Belas Clube do
Campo, uznawany dziś za największą posiadłość Europy. Czy łatwo było porzucić dziennikarstwo
dla biznesu?
Andre Jordan: Nigdy tak naprawdę go nie porzuciłem. Przez ostatnie lata trochę pisałem,
opublikowałem kilka książek. Można powiedzieć, że jestem dziennikarzem zarówno aktywnym, jak i
pasywnym. Oczywiście, nie pracuję już tak intensywnie jak w latach 50. i 60., gdy byłem
dziennikarzem “Diario de Carioca” w Rio de Janeiro. Przez pewien czas próbowałem pogodzić mój
wyuczony zawód z biznesem, lecz niestety na dłuższą metę było to niemożliwe.
PAP: Jako dziennikarz spotykał się Pan z wieloma ludźmi. Jaki wywiad utkwił Panu najbardziej w
pamięci?
Andre Jordan: Było ich bardzo wiele. Jednym z najciekawszych doświadczeń była rozmowa z
Antonio de Oliveirą Salazarem, dyktatorem, który rządził Portugalią blisko 40 lat. Sam mnie zresztą
na to spotkanie zaprosił, przysyłając mi kondolencje po śmierci mojego ojca, prowadzącego przed
laty w tym kraju przedsięwzięcia w sektorze nieruchomości. Odwiedziłem Salazara w 1967 r. wraz
z moją pierwszą żoną, księżniczką Lichtensteinu Moniką, i ku naszemu zdziwieniu ten uznawany
przez wielu za jednego z największych dyktatorów XX w. okazał się bardzo sympatycznym
rozmówcą. Niewątpliwie był człowiekiem o wielkiej charyzmie. Podczas spotkania ani przez chwilę
nie odniosłem wrażenia, że Salazar był apodyktycznym władcą Portugalii. Zaprosił mnie wówczas,
by sprowadzić się do jego kraju, zapewniając o swojej życzliwości. Wtedy jeszcze nie byłem
gotowy do powrotu do Europy, nie podzielałem też ideologii Salazara.
PAP: Ostatecznie powrócił Pan jednak do Portugalii, aby zainwestować w hotelarstwie i odnieść tu
sukcesy. Jest Pan dziś jednym z największych autorytetów w dziedzinie turystyki. Radzą się Pana
przedsiębiorcy, przedstawiciele rządu, a wybudowane przez Pana kurorty odwiedzają znani
światowi celebryci. Czy przyszłość turystyki będzie zależała od rozszerzania hotelowej oferty,
powiększania luksusu dla gości?
Andre Jordan: Myślę, że zwycięży prostota i ekologia. Kilka lat temu wręczyłem księciu Walii
Karolowi, który bardzo żywo interesuje się ochroną środowiska, globalny plan dla turystyki
przygotowany przez Światową Radę Podróży i Turystyki (WTTC), do której należę. Dokument
przewiduje, że dzięki odpowiedniej polityce można skutecznie walczyć ze zmianami klimatycznymi.
Mam nadzieję, że nasz sektor będzie w najbliższej przyszłości coraz bardziej zabiegał o rozwiązania
odnawialne w budowie i obsłudze infrastruktury turystycznej.
* Andre Jordan (Andrzej Franciszek Spitzman) urodził się w 1933 r. Jego rodzina w 1939 r. przez
Rumunię i Włochy dotarła do Paryża, a następnie schroniła się w Portugalii, skąd wyjechała do
Brazylii. Po wojnie Jordan studiował w USA, do Portugalii wrócił w 1970 r. Stał się jednym z
prekursorów budowy obiektów luksusowej turystyki w tym kraju i przyczynił się do popularyzacji
golfa w Portugalii. Wybudowane przez grupę Andre Jordana kompleksy hotelowo-rekreacyjne,
takie jak Quinta do Lago i Vilamoura XXI w Algarve, zaliczane są do najlepszych miejsc
wypoczynkowych w Europie.
W Lizbonie rozmawiał Marcin Zatyka, Polska Agencja Prasowa

Ostatnio oglądanE

Ostatnie tematY

Loading...