środa, 6 lipca, 2022

PepeTV Telewizja Polska Na Świecie

Polskie Archiwum Uśmiechu dzieli się uśmiechem z Kanadą

Akcję autografów uśmiechu i Światowego Archiwum Uśmiechu przywiózł do Kanady Marek Wysoczyński, dyrektor gdańskiego Biura Promocji Kultury. W Toronto zbierał uśmiechnięte buźki (smiles) od polityków kanadyjskich i polskich,
jazzmenów i sportowców. Jak powiedział PAP, cała akcja to przy okazji uśmiechnięta promocja Polski oraz promocja uśmiechu w Polsce.
Marek Wysoczyński zaczął kolekcjonować autografy w 1980 roku, a po wystawie autografów na tysiąclecie Gdańska postanowił zbierać autografy połączone z narysowanym uśmiechem. Autografy trafiają nadal na wystawy, służą również podczas warsztatów terapeutycznych prowadzonych m.in. w szpitalach dziecięcych, nie tylko w Polsce.

PAP: Uśmiech ma znaczenie polityczne?

M.W.: W Toronto usłyszałem od konsula generalnego Grzegorza Morawskiego i konsula Grzegorza Jopkiewicza, że ta akcja jest doskonałą promocją Polski. Pomagamy młodzieży, ale przy okazji robimy coś, co jest na granicy kultury, promocji i spraw publicznych. W polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych jest Departament Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej. Na całym świecie dyplomacja zajmuje się łączeniem polityki ze sprawami artystycznymi i społecznymi, bo na całym świecie ludzie zauważają, że często trzeba bardzo niewiele, żeby pomóc. Jurek Owsiak (kierujący Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy) robi bardzo ważną rzecz – zbiera pieniądze, by rzecz bardzo uprościć, na zastrzyk. Ja mówię, że sprawiam, że ten zastrzyk nie boli. Światowe Archiwum
Uśmiechu to jedyne miejsce, które przechowuje uśmiechy.

PAP: Prowadzona od lat akcja, przeznaczona przede wszystkim dla dzieci, przynosi czasem
nieoczekiwane podsumowania polityczne.

M.W.: Kiedy rozmawiałem z premierem Tadeuszem Mazowieckim, to zapytał, czy mam uśmiechy od wszystkich partii. Miałem uśmiechy i autografy od szefów wszystkich partii politycznych, więcpowiedziałem, że tak. Pan Mazowiecki wtedy powiedział mi, że skoro uśmiech już pomaga dzieciakom, to może tym starszym też pomoże.

PAP: Jak reagują ci, których prosi Pan o uśmiechnięty autograf?

M.W.: Tu w Toronto miałem okazję podejść do jazzmana, Rona Davisa, podczas jego koncertów w Polsce nie zdążyłem. Chwilę później w konsulacie pojawił się sprinter, Ben Johnson, ale nie był pewny, czy potrafi narysować uśmiech. Pokazałem mu Rona Davisa i powiedziałem – on wariuje na scenie, ty na stadionie. Łatwiej mu było narysować ten uśmiech.

PAP: W Pana archiwum są tysiące podpisów monarchów, aktorów, artystów, muzyków,
sportowców i polityków.

M.W.: Czasami dzieci mnie zaskakują, bo znają te nazwiska i mówią na przykład – to podpis pierwszego premiera wolnej Polski. Czasami młodzież mnie zaskakuje, bo choć może powinna, to nie zna tych nazwisk. Czasem wolą patrzeć na kolorowe uśmiechy i nie patrzą na to, że pod nimi widnieją podpisy premiera, prezydenta czy królowej. Bywa i tak, że pokazuję za granicą zagraniczne uśmiechy i nagle dzieci się pytają nie o aktorów, nie o modelki, ale na przykład o uśmiech pisarza Pablo Coelho. Dlatego każde spotkanie jest zaskoczeniem.

PAP: Podkreśla Pan, że celem projektu jest pokazanie dzieciom, że terapia uśmiechem w szpitalu jest lekarstwem zarówno dla nich, jak i dla innych.

M.W.: Pomagają sobie i uczą się, że nawet nie mając pieniędzy czy będąc bardzo chorymi, w terapii uśmiechu mogą pomagać dzieciakom, które mają takie same albo jeszcze gorsze problemy, na całym świecie. Niedługo będę jechał do Zblewa na Kociewiu, ale przedtem będę w Japonii. Zresztą kiedy robię warsztaty w szpitalach, to nie robię ich tylko dla dzieci, ale od razu włączam rodziców, lekarzy, pielęgniarki i personel techniczny. Piosenkarka Łucja Prus powiedziała mi kiedyś, że najtrudniejsze koncerty są dla dzieci, bo w ciągu jednej minuty trzeba “kupić” całą widownię albo pójść do pracy gdzie indziej. Tak samo ja – w ciągu paru pierwszych minut w szpitalu muszę doprowadzić do tego, żeby rodzice nie bali się, że ja będę coś dziwnego robić z dziećmi. Przy tym nigdy nie obiecuję dzieciakom czegoś, czego nie mogę spełnić. Rezultaty? Czasem pozornie mikroskopijne. Dziecko podejdzie do rodzica i się przytuli, a wtedy taka mama wie, że może nawet
dziecko się nie wyleczy, ale przynajmniej na chwilę jest w stanie się przytulić. Ja zaś z tym
uśmiechem jestem silniejszym człowiekiem. Podobne doświadczenia mają inni. Kiedyś aktorka Ewa Szykulska powiedziała przed warsztatem, że to na pewno będzie trudne. Zaś po warsztacie powiedziała: masz rację, jeden warsztat, a dał mi takiego kopa, że będę mogła kręcić film.

PAP: Nie można się cały czas śmiać.

M.W.: Uśmiechamy się głupio i mądrze, ale również pamiętajmy o jednej łzie, bo jeśli nie potrafimy pięknie płakać, to nic z uśmiechu nam nie wyjdzie. Ja mówię dzieciom, że nie muszą cały czas się uśmiechać. Z drugiej jednak strony, by wytłumaczyć całą ideę, daję przykład, który jest moim wspomnieniem z pogrzebu bardzo kochanej przeze mnie babci. W czasie pogrzebu zaczęły nad nami latać przepiękne ptaki. Miałem wrażenie, jakby przy całej makabryczności chwili babcia mówiła mi, że szewc chodzi bez butów, że trzeba przynajmniej zrobić minimalny grymas, bo lepszy malutki uśmiech, nawet sztuczny, niż bez uśmiechu.

PAP: Jak długo będzie trwała ta akcja?

M.W.: Przez całe moje życie.

PAP: To jest bardzo poważna deklaracja.

M.W.: I nie zmienię jej nigdy. Podejrzewam, że gdybym zachorował, to na łóżku robiłbym
warsztaty dla lekarzy.

W Toronto rozmawiała Anna Lach, Polska Agencja Prasowa

Ostatnio oglądanE

Ostatnie tematY

Loading...