sobota, 13 sierpnia, 2022

PepeTV Telewizja Polska Na Świecie

O. Pączka: misjonarz to człowiek od wszystkiego

Ngaundaye to niewielkie 11-tysięczne miasteczko
w Republice Środkowoafrykańskiej, przy granicy z
Kamerunem. Od 50 lat na misji służą tu bracia
kapucyni z różnych państw, w tym również z
Polski. O ich życiu opowiada w rozmowie z PAP o.
Benedykt Pączka.
Misjonarze zbudowali w Ngaundaye niemal wszystko, czyli
kościół, szpital i dwie szkoły. Teraz pomagają mieszkańcom
parafii odbudować zniszczone podczas wojny domy i
planują otwarcie szkoły muzycznej.
– Nasza praca to praca z ludźmi, bycie z nimi. Wspólnie robimy okna i drzwi, mieszkańcy kryją
dachy trawą – opowiada o. Pączka.
Gdy ostatnio wybuchły walki, w parafii i jej okolicach spłonęło prawie 1000 domów.
Konflikt w Republice Środkowoafrykańskiej wybuchł z nową siłą na początku roku, kiedy z Bangi
wycofały się oddziały muzułmańskich rebeliantów z koalicji Seleka. Rebelianci z Seleki, sojuszu
przeważnie muzułmańskich milicji, doprowadzili w marcu 2013 r. do obalenia rządu Francois
Bozizego, a ich przywódca Michel Djotodia obwołał się prezydentem.
– W lutym była wielka panika, kiedy słyszeliśmy strzały uciekaliśmy w busz z ludźmi którzy
prowadzili nas w miejsca, gdzie oddział Seleki nie mogły dojechać – wspomina o. Pączka. –
Widziałem uciekające kobiety w ciąży, z dziećmi na plecach, ludzi chorych. Wszyscy uciekali. Te
widoki wyryły się w mojej pamięci.

Jednak o. Benedykt wraz z polskimi misjonarzami odmówił ewakuacji z kraju. – Tworzymy
wspólnotę, nawet nie przyszło nam do głowy, żeby uciekać. Myślę, że byliśmy dla tutejszych ludzi
znakiem: biali nie uciekają, to my też zostajemy. Ale byli i tacy, co uciekli, jak kucharz. Przez
tydzień nie było komu na misji gotować.
Od czasu kiedy wojsko stacjonuje w Ngaundaye, w miasteczku jest spokojnie. Na misji trudno o
wolny czas. – Zawsze przychodzą do nas ludzie. Nie mamy żadnego muru. Misjonarz to człowiek od
wszystkiego. Prowadzimy też dużą farmę rolniczą, to 50 hektarów ziemi. Proboszcz odpowiada za
19 wsi, a o. Benedykt prowadzi centrum kulturalne, stolarnie, kawiarenkę internetową, Caritas i
odpowiada za sześć wsi.
o. Benedykt Pączka zawsze marzył o pracy z ubogimi. – Tu mieszkają bardzo biedni ludzie, którzy
potrzebują pomocy i czekają na ciebie – mówi. Początki były jednak trudne. – Nie umiałem języka
sango, nic nie rozumiałem. Wtedy tęskniłem i pytałem, dlaczego Bóg mnie tutaj wysłał – wspomina
o. Pączka, który przyjechał na stałe 1,5 roku temu.
Święta Bożego Narodzenia na misji to trudny czas. – Zawsze są jednak jakieś polskie akcenty. Po
sąsiedzku mieszkają polskie siostry i to one dbają o nasze tradycje. Jest opłatek, wigilia i życzenia.
Jednak to zupełnie co innego. Inna atmosfera. Niewiele też polskich potraw.
Dzieci przychodzą na misję po cukierki, a dorośli ze śpiewem na ustach życzą radosnych świąt. –
To płytka tradycja, na pewno nie wynika z wiary w Chrystusa, który właśnie się rodzi – przychodzi
na ziemię jako człowiek. Staramy się trzymać razem, aby tworzyć wspólnotę i tą wspólnotą
świadczyć właśnie o tym. Że to są święta Bożego Narodzenia, a nie picia mbako (miejscowy
alkohol). Jak nam to wychodzi,, nie wiem, wiem jedno, że właśnie po to tutaj jesteśmy. Teraz
wszedłem w afrykański rytm i kulturę. Lubię tu być i pracować z ludźmi.
Republika Środkowoafrykańska jest miejscem, które dużo wymaga od człowieka. – Trzeba myśleć,
żeby żyć. Jesteś wolny i za tę wolność odpowiadasz tylko ty – mówi o. Benedykt.
Jego zdaniem Afryka uczy cierpliwości. Nie ma też niezdrowej rywalizacji. Ludzie potrafią ze sobą
być. – Nie gonię już za czymś, o czym wiem, że nie mam na to wpływu. Na początku mojej misji
chciałem wiele rzeczy zmienić. Teraz wiem, że są rzeczy, których nie rozumiem i nie zmienię.
Staram się je akceptować i z nimi żyć – wyznaje.
Zdaniem o. Benedykta konflikt w Republice Środkowoafrykańskiej to konflikt o podłożu

ekonomicznym. – Jest ropa, jest złoto, są diamenty – do kogo one mają należeć. Tutaj trzeba
szukać przyczyny konfliktu. Ludzie żyjący w tym państwie nie mają świadomości, co tak naprawdę
się dzieje. Jednak kiedy ktoś zabija ci twoją matkę, brata, siostrę – ty po prostu zaczynasz się
bronić. I tak jest do dzisiaj – tłumaczy o. Pączka.
W ciągu dwóch lat od wybuchu konfliktu w wyniku walk pomiędzy bojownikami Seleki a antybalaką
– uzbrojonymi grupami chrześcijan zginęło ponad 2 600 osób.
Z raportów urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. uchodźców (UNHCR) wynika, że jedna piąta z
4,5 mln mieszkańców kraju uciekła ze swoich domów.
W Republice Środkowoafrykańskiej pracuje ponad 30 polskich misjonarzy, w tym 11 księży, i jedna
osoba świecka z diecezji tarnowskiej. Rzecznik MSZ podkreślał w połowie grudnia, że wciąż
aktualne pozostaje ostrzeżenie ministerstwa “nakazujące kategoryczne opuszczenie Republiki
Środkowoafrykańskiej polskim obywatelom ze względu sytuację bezpieczeństwa”.
Z Kampali Julia Prus, Polska Agencja Prasowa

Ostatnio oglądanE

Ostatnie tematY

Loading...