poniedziałek, 26 września, 2022

PepeTV Telewizja Polska Na Świecie

Le Chat Touille – na kawę i ciastko w kocim towarzystwie

Kawa i ciastko w towarzystwie pięciu kotów – to
możliwe w pierwszej “kociej kawiarni”, która
powstała w Brukseli. Otworzyła ją Polka. Jak
przekonuje, przy tych zwierzakach ludzie łatwiej się
relaksują.
Na parterze jednej ze starych kamienic w brukselskiej
dzielnicy Saint-Gilles znajduje się kocia kawiarnia Le Chat
Touille. Nazwa to gra słów nawiązująca do czasownika
“łaskotać” (chatouiller).
Aby dostać się do środka, trzeba zadzwonić domofonem. Każdego gościa wita kot, typowy
dachowiec, i od razu zaczyna łasić się do nóg.
Pomieszczenie nie jest duże, mieści się tam osiem stolików. Na jednej ze ścian, tuż nad stolikami,
wiszą półki, na których wylegują się koty, obserwując otoczenie. W kawiarni nie ma muzyki. Za to
uwagę gości skupiają na sobie właśnie koty. Gdy znudzi im się wylegiwanie, koty wskakują na
kolana, domagają się głaskania albo wylegują się na podłodze w oczekiwaniu, że ktoś się z nimi
pobawi.
– Mam pięć kotów: trzy samce i dwie kotki. Wabią się Noel, Simba, Fripouille, Coca, Chiquita.
Wszystkie pochodzą z brukselskiego schroniska Maison de Suzy. Koty są wysterylizowane i
zaszczepione, czyste – mówi PAP właścicielka baru Monika Jurczykowska, z zawodu tłumaczka
konferencyjna.
Kawiarnia została otwarta w pierwszym tygodniu listopada. Jest czynna od godz. 12 do 20. W
menu znajdziemy sałatki, deskę wędlin i serów, ale także ciepłe dania i desery.
– Jedzenie przygotowuję rano ze świeżych składników. Zależało mi na tym, żeby ludziom dać coś
dobrego, żeby też była jakość tego jedzenia. Staram się wplatać w dania polskie akcenty. Ostatnio
były np. placki ziemniaczane oraz z cukinii – powiedziała.
Mimo że kawiarnia istnieje od tygodnia, to – jak mówi właścicielka – cieszy się zainteresowaniem
wśród brukselczyków. – Mnóstwo osób mi mówiło, że czekało na to, aż ktoś otworzy takie miejsce.
Czytali, że istnieją takie bary w innych krajach. I czekali, że pojawią się także w Brukseli –
opowiada.
– Takie bary sprawiają przyjemność i ludziom, i kotom. Możesz siedzieć sobie w barze, popijać
herbatę lub coś innego, jeść coś dobrego i patrzeć na koty, które się bawią. Ludzie się tu relaksują.
A dla kotów jest to ogromna przyjemność, że mogą być głaskane – powiedziała.
Pomysł zrodził się dzięki koleżance pani Moniki. – Powiedziała mi, że w Paryżu działa taki bar.
Wiedziałam, że takie miejsca istnieją, czytałam, że są w Japonii. I nagle spłynęło na mnie
olśnienie: skoro w Paryżu, to czemu nie w Brukseli? A ponieważ już pracowałam z kotami – od kilku
lat chodziłam do schroniska zajmować się nimi – i akurat miałam odrobinę oszczędności, to tak się
wszystko dobrze złożyło, że mogłam zrealizować ten pomysł – opowiada Jurczykowska.
Nim wystartowała na dobre ze swoim pomysłem, miała kilka nieprzespanych nocy i ogromne
obawy, czy taki bar przyjmie się wśród ludzi.
– Myślałam o tym, czy ludzie nie uznają tego za obrzydliwe, że koty chodzą sobie, kiedy oni jedzą –
powiedziała.
Największe trudności związane były z pozwoleniami oraz ze znalezieniem lokalu. – Trzeba było
znaleźć lokal, który ma takie pomieszczenie, gdzie mogą zamieszkać koty. Lokal, który jest dosyć
dobrze usytuowany, żeby klienci mogli dobrze dojechać. Kolejny wymóg, to zgoda właściciela na
taki koncept z kotami. I ostatni, to lokal, który był wcześniej restauracją. I udało mi się tutaj –
powiedziała.
Zgodnie w wymogami sanitarnymi miejsce, w którym przygotowywane jest jedzenie odgrodzone
jest kratą od pozostałej części sali. Koty, po zamknięciu kawiarni idą do swojego pomieszczenia,
które znajduje się pod główną salą i tam zostają aż do otwarcia kawiarni następnego dnia.
Jurczykowska, pytana o plany, powiedziała, że chce otworzyć drugi, większy lokal. – Myślałam o
tym, żeby w Warszawie też taki lokal otworzyć, ale nie wiem, jak do tego ustosunkuje się nasz
sanepid. Na razie szukam tutaj pracownika – powiedziała.
Z Brukseli Aneta Oksiuta, Polska Agencja Prasowa

Ostatnio oglądanE

Ostatnie tematY

Loading...