niedziela, 3 lipca, 2022

PepeTV Telewizja Polska Na Świecie

Językoznawca: gwara jest drugim językiem, nie należy się jej wstydzić

  • Używanie wielu języków wzbogaca człowieka,
    otwiera przed nim nowe światy. Gwara to drugi
    język, a zarazem i druga, chłopska część narodowej
    kultury. Nie należy się jej wstydzić, tak jak nie
    należy wstydzić się miejsca swojego pochodzenia –
    przekonuje w rozmowie z PAP dr hab. Kazimierz
    Sikora, językoznawca z Uniwersytetu
    Jagiellońskiego w Krakowie.
    Naukowiec podkreśla, że dialekty i gwary są starsze niż
    ogólny, literacki język polski, który ukształtował się dopiero na przełomie XV/XVI wieku. Wcześniej
    wszyscy mówiliśmy dialektami i gwarami. Dziś wzrasta „naukowa” świadomość Polaków o gwarze
    jako dziedzictwie kulturowym i spuściźnie po prasłowiańszczyźnie. W dobie poszukiwań korzeni i
    tożsamości, gwara staje się atutem, a nie przywarą.
    PAP: Skąd wzięły się gwary?
    Dr hab. Kazimierz Sikora: W rozumieniu kontynuacji – z języka prasłowiańskiego, który z kolei ma
    korzenie w języku praindoeuropejskim. Dialekty – w Polsce mamy cztery wielkie: małopolski, śląski,
    mazowiecki i wielkopolski – i wyodrębnione w ich zakresie gwary odzwierciedlają procesy
    różnicowania się polszczyzny, które to procesy przebiegały wraz z osadnictwem i migracjami
    ludności. Dialekty, gwary nie mają formy pisanej, bo służyły do mówienia. Pojawiły się
    spontanicznie, zaspokajały potrzeby codziennej komunikacji, a w razie potrzeby obsługiwały na
    danym terenie także kontakty polityczne, handlowe.
    PAP: To kiedy i po co w Polsce pojawił się język narodowy – inaczej ogólny lub literacki?
    K.S.: Stworzyliśmy go trochę sztucznie. Był on odpowiedzią na potrzebę rozwoju cywilizacyjnego i
    politycznego. Upowszechniło się, dodajmy, pismo, trzeba było więc stworzyć jeden, ogólny język,
    w którym powstawałyby książki i który wszystkim służyłby do komunikowania się w kontaktach
    oficjalnych (szkoła, mównica sejmowa, ambona itp.) .
    PAP: Z których polskich dialektów i gwar wywodzi się współczesny język polski?
    K.S.: Najpierw największy wpływ na kształtowanie się polskiego języka literackiego miał dialekt
    wielkopolski, bo tam była nasza pierwsza stolica i centrum życia politycznego, społecznego,
    gospodarczego. Później, kiedy stolicę przeniesiono do Krakowa, istotną rolę odegrał dialekt
    małopolski, a szczególnie w ostatnich stu latach niewątpliwie zaznaczają się regionalne wpływy
    mazowieckie. Język literacki powstał przez łączenie się wspólnych cech dialektów, przy odrzuceniu
    najbardziej rażących i specyficznych cech gwarowych, np. mazurzenia (wymowa spółgłosek
    dziąsłowych, np. „sz”, „ż”, „cz” jak zębowych – „s”, „z”, „c” – PAP).
    PAP: Ostatnio w internecie pojawiają się informacje, że dialekty i gwary są tak samo ważne jak
    język narodowy. Co Pan o tym myśli?
    K.S.: Należy zwrócić uwagę na funkcję języka ogólnego i gwar. Gwarami posługujemy się w
    lokalnym środowisku, możemy porozmawiać z sąsiadką. Niekoniecznie zrozumie nas jednak osoba
    z innego regionu Polski. Język literacki spełnia wszystkie potrzeby wysoko rozwiniętego
    społeczeństwa i jest tak bogaty pod względem słownictwa, że służy nam on we wszystkich
    dziedzinach życia, także tych fachowych. Trudno np. tworzyć instrukcję obsługi np. silnika
    rakietowego w gwarze. Język ogólny funkcjonuje i w mowie, i w piśmie. Gwara – zasadniczo
    jedynie w mowie.
    PAP: To skąd ta moda na folklor i przywracanie wartości gwarom? Ciągle organizuje się jakieś
    festiwale folkowe, wydaje słowniki gwar regionalnych.
    K.S.: Dzisiaj budzi się świadomość lokalna. Polacy poszukują korzeni, tożsamości, zaczynają cenić
    tzw. małe ojczyzny. Gwara, zwłaszcza jako element folkloru, jest tu istotnym elementem, znakiem
    odrębności regionu, z którego pochodzimy. Kiedy dowiadujemy się, skąd i kim jesteśmy, to
    zaczynamy być dumni.
    PAP: Nie zawsze tak było.
    K.S.: Wraz ze wzrostem świadomości naukowej Polaków o polszczyźnie, kulturze i historii, ta
    sytuacja się zmieniła. Jak już powiedziałem, ludzie szukają korzeni, tożsamości. I w tym sensie
    gwara ma ogromną wartość. Staje się elementem dziedzictwa kulturowego tak samo jak strój
    regionalny. Dochodzi nawet do swego rodzaju mitologizowania gwar, zwłaszcza przez ludność
    mającą silne poczucie odrębności oraz własne aspiracje społeczne i polityczne. Język lokalny staje
    się więc nie tyle znakiem lokalnej więzi, co argumentem i pozycją przetargową w sporze. Kaszubi,
    mający silne poczucie odrębności, doprowadzili do tego, że kaszubski uzyskał w 2005 roku status
    języka regionalnego, co oznacza że przestano go traktować jak dialekt polskiego języka
    etnicznego. Sprawa języka kaszubskiego do dziś budzi sporo emocji wśród językoznawców.
    Podobnie ma się sytuacja na Górnym Śląsku. Tamtejsza ludność ma silne poczucie odrębności
    etnicznej, co podkreśla poprzez traktowanie swojego języka. Dialektolodzy są jednak zgodni, że
    śląski jest regionalną odmianą etnicznej polszczyzny i inny status nie powinien mu przysługiwać.
    PAP: Są regiony, gdzie gwary żyją, mówi się nimi. Mimo wszystko słyszymy, że gwary wymierają.
    K.S.: Gwarami posługują się starsi mieszkańcy w wielu regionach Polski, nie tylko na Podhalu czy
    Śląsku. Badania językoznawców pokazują jednak, że znajomość gwary i umiejętność posługiwania
    się nią wygasa. Wraz z szybkim rozwojem cywilizacji i środków komunikowania się, gwary tracą
    rolę narzędzia codziennej komunikacji, w świadomości mieszkańców stają się czymś
    anachronicznym, wstydliwym dziedzictwem przeszłości. Tempo i zakres zmian bywają różne.
    Zdarza się więc i tak, że młodzi ludzie stają przed dramatycznymi wyborami: z dziadkami mogą
    posługiwać się gwarami, ale już obawiają się tego w kontakcie z rówieśnikami. Poza tym wiele
    osób doskonale potrafi posługiwać się gwarą, ale np. nie ze mną – obcym i tylko w niektórych
    sytuacjach. Kiedy indziej nic gwarą nie powie. Mówimy o tak zwanym przełączeniu kodów. Dzieje
    się tak dlatego, że gwara bywa wyśmiewana nawet przez swoich.
    PAP: Dlaczego wyśmiewa się gwarę?
    K.S.: Wyśmiewają ją ci, którzy nie mają wiedzy o polszczyźnie i narodowej kulturze. W Polsce
    sytuacja gwar jest kłopotliwa, ponieważ przez dziesiątki lat gwary były powodem szyderstw i racją
    rozmaitych negatywnych stereotypów. Także dziś – jako obiekt wesołości i kpin – pojawiają np. w
    tekstach kabaretowych. Wystarczy obejrzeć skecz „Gwara” Kabaretu Moralnego Niepokoju, aby
    przekonać się, że wciąż żywy jest ten prześmiewczy schemat.
    Gwary, dodajmy, niezbyt fortunnie kojarzą się z jakimś upośledzeniem cywilizacyjnym. Wieś o tym
    wie, i na przykład by tego uniknąć, zaczyna mówić „pan”, „pani” zamiast tradycyjnego „wy”, unika
    się mazurzenia, które jest wyrazistą cechą potwierdzającą wiejskość mowy i pochodzenia. Dodam,
    że pochodzący ze wsi nasi studenci często unikają wskazywania miejscowości, z której pochodzą.
    Wstydzą się rówieśników, wykładowcy. Zmieniają swoją postawę, kiedy przekonują się, że miejsce
    pochodzenia w jakiś sposób kształtowało ich wrażliwość kulturową w najmłodszych latach życia. To
    bagaż i kapitał na całe życie.
    Jak głosi dawna mądrość: „gdzie się kto ulągnie, tam ciągnie”. Aktualność tej sentencji bardzo
    dobrze ilustruje sentyment dzisiejszych mieszkańców miast, którzy po okresie aktywności
    zawodowej, wybierają wiejski spokój.
    PAP: Miasta przecież tworzą mieszkańcy wsi, np. Warszawę.
    K.S.: Zgoda, wystarczy zajrzeć do książki telefonicznej. Ale świadomość tego ma dopiero to obecne
    pokolenie. W czasie II wojny światowej i w pierwszych latach po niej ogromne i bezpowrotne
    straty dotknęły starej polskiej inteligencji. Do głosu doszła „nowa” inteligencja społecznego
    awansu. M.in. dlatego teraz mamy kompleks prowincji i gwary. Można powiedzieć, że dzisiejszy
    kryzys tożsamości jest kryzysem nowej polskiej inteligencji. Ona ma problem z tożsamością, a
    można wręcz stwierdzić, że w znacznej części zbudowała swoją tożsamość na zanegowaniu i
    odrzuceniu swoich wiejskich korzeni. A tymczasem, jak powiedział Jan Paweł II, trawestując C.K.
    Norwida: „Żeby mierzyć drogę przyszłą, trzeba wiedzieć, skąd się wyszło”.
    PAP: Ale ta świadomość się zmienia i nowa inteligencja szuka korzeni, tożsamości.
    K.S.: Tak, dzięki większej edukacji. Wieś nie wyludnia się już. Coraz więcej osób „wraca” na wieś
    lub „ucieka” tam z miast. Ludzie cenią sobie prywatność, spokój, chcą mieć domy z ogrodami,
    oddychać świeżym powietrzem. Prawie każdy ma samochód, którym może dojechać do miejsca
    pracy w mieście. Zjawisko to dobrze ilustruje przykład aglomeracji krakowskiej, gdzie pogranicze
    Jury Krakowsko-Częstochowskiej zostało w zasadzie całe wykupione i zabudowane przez co
    zasobniejszych mieszkańców Krakowa.
    PAP: Czy grozi nam, że gwary całkowicie zanikną?
    K.S.: Jak twierdzi prof. Dorota Simonides, kultury nigdy nie wymierają. Gwara odchodzi w
    przeszłość jako środek codziennej komunikacji, ale nie ginie zupełnie. Zasada jest taka: im bardziej
    wieś trwa przy tradycyjnych zajęciach rolniczych, tym gwara lepiej się utrzymuje w codziennych
    kontaktach. Wraz ze zmianami cywilizacyjnymi na wsi zasięg gwary się kurczy.
    Poza tym gwary ulegają tzw. interdialektyzacji, czy też paradialektyzacji. Oznacza to, że tracą
    swoją wyrazistość i upodabniają się do siebie. Widać to np. w okolicach Nowego Sącza i
    Limanowej, gdzie coraz trudniej o tradycyjną wymowę samogłosek nosowych notowanych w
    opracowaniach naukowych, co zbliża je do gwar krakowskich.
    PAP: Jak można utrwalić język mówiony naszych przodków?
    K.S.: Są na dialektologicznej mapie Polski miejsca, w których szczególnie pielęgnuje się gwary. To
    na pewno Podhale, Śląsk. Dbają też o gwarę górale Kliszczacy (okolice Myślenic), Kurpie na
    Mazowszu, Lasowiacy na Rzeszowszczyźnie, Kociewiacy (Pomorze Nadwiślańskie). Lokalni
    mieszkańcy na Rzeszowszczyźnie i gdzie indziej organizują różne wydarzenia folklorystyczne,
    podczas których można zobaczyć np. przedstawienia wystawiane w gwarze. Ciekawym
    wydarzeniem jest Festiwal Godki Krakowskiej – stawiający na folklor językowy. Licznie powstają
    słowniki lokalnych gwar, działają zespoły folkowe i śpiewacze, np.: Krywań, Trebunie Tutki,
    Orkiestra pod wezwaniem św. Mikołaja, Młodzi Janowiacy, Gooral, Kapela ze wsi Warszawa, słynna
    Jarzębina.
    PAP: Pan często organizuje obozy dialektologiczne dla studentów polonistyki.
    K.S.: Zwykle dwa, trzy razy w roku wyjeżdżamy do miejscowości w różnych częściach Polski i przy
    okazji badań gwarowych w tamtejszych szkołach staramy się przekazywać naukową wiedzę o
    gwarach i regionalizmach. Studenci prowadzą warsztaty dla dzieci i młodzieży. Na zajęciach
    uświadamiają, że regionalna mowa jest zjawiskiem naukowym, kulturowym. Namawiają, aby dzieci
    posłuchały mowy starszych mieszkańców wsi i zastanawiały się na różnorodnością języka
  • polskiego. Ostatnio byliśmy w Iwanowicach Włościańskich (powiat krakowski) i w Ostrem w gminie
    Lipowa na Żywiecczyźnie. Mamy zamiar tam wrócić na wspólne żywieckie kolędowanie ze
    Stowarzyszeniem Ziemi Lipowskiej.
    Potrzebni są fachowcy, którzy będą stawiać młodemu pokoleniu trudne pytania o tożsamość.
    Chodzi też o to, aby uniknąć nieporozumień i pułapek folkloryzmu. A do takich dochodzi.
    Przykładem mogą być jasełka zorganizowane przez nauczyciela w pewnej wiosce na Podkarpaciu.
    W przedstawieniu dzieci zamiast mówić gwarą regionalną, mówiły podhalańską! Albo w Małopolsce
    ogromną popularnością wśród powstających zespołów cieszą się nie stroje małopolskie, ale –
    uwaga – łowickie (ponoć ładniejsze niż rzeszowskie…)!
    PAP: Jak za granicą traktuje się gwary?
    K.S.: Na Zachodzie, np. w Niemczech, też są regiony, w których gwary zanikają, ale tamtejsze
    regiony są objęte specjalnymi programami rządowymi. Dąży się do tego, aby utrwalić dawną
    mowę np. w formie słowników.
    Wydaje się jednak, że na Zachodzie gwara nie jest tak naznaczona negatywnymi emocjami jak w
    Polsce, co wynika z większej wiedzy cudzoziemców o gwarach, ich korzeniach i wartościach.
    Mieszkaniec Tyrolu przynajmniej raz w tygodniu, w niedzielę zakłada strój ludowy i kapelusik z
    piórkiem, który w Polsce budzi tyle wesołości. U nas chyba tylko odpust w Ludźmierzu mógłby się z
    tym równać.
    Rozmawiała Beata Kołodziej, Polska Agencja Prasowa

Ostatnio oglądanE

Ostatnie tematY

Loading...