Europa na „strategicznej pustyni”. Potrzeba czynów, nie słów

0
32

Rozpoczynająca się w Europie dyskusja w kwestii zaprzestania wydawania wiz turystycznych obywatelom Federacji Rosyjskiej już ujawniła jak głębokie są podziały jeśli chodzi o politykę wobec Rosji. Rosja jeszcze w tym roku chce skokowo zwiększyć wydatki na swój potencjał wojskowy – pisze historyk i publicysta Marek Budzisz na portalu wPolityce.pl

Kanclerz Scholz powiedział, że „trudno sobie wyobrazić” blokadę wydawania wiz dodając przy tym, iż konsekwencje wojny Putina nie mogą dotykać „niewinnych Rosjan”. W podobnym duchu wypowiada się też Gerard Arnoud, były ambasador Francji w Stanach Zjednoczonych i przy ONZ, którego martwi to, że „nasze szlachetne wartości” nie wytrzymają zwarcia „z instynktami wojny” przypominając zarazem, abyśmy nie mieli wątpliwości o co chodzi, że Niemcy w czasie II wojny światowej mogli podróżować do Stanów Zjednoczonych do momentu wypowiedzenia im przez Amerykę wojny – czytamy na portalu.

Niezależnie od argumentacji, gołym okiem można dostrzec odmienne wrażliwości, inne poziomy determinacji aby działać i różne oceny sytuacji jeśli chodzi o politykę wobec Rosji, które dzielą zachodnie jądro Europy i państwa (za wyjątkiem Węgier) naszego regionu i Skandynawów. Te różnice są istotnym problemem natury politycznej…

Chodzi o sformułowanie wspólnej koncepcji bezpieczeństwa na kontynencie europejskim wobec zademonstrowanej przez Rosję polityki neo-imperialnej, tak na Ukrainie, jak i w deklaracjach wobec innych krajów europejskich. Jak czytamy, intencje Moskwy, są dość czytelne. Ukraiński wywiad wojskowy informuje, że Rosja jeszcze w tym roku chce skokowo zwiększyć wydatki na swój potencjał wojskowy o 700 – 800 mld rubli, czyli wg. obecnego kursu o co najmniej 11 – 12 mld dolarów. Stosowne zmiany legislacyjne już są przygotowane w Dumie a korporacja Rostech, w skład której wchodzi 800 firm, zatrudniająca 1,3 mln ludzi i która pokrywa 40 proc. zamówień rządowych przechodzi w stan „wojennej mobilizacji” […]

Brytyjski ekspert [prof. Lindley-French, specjalista w zakresie strategii, senior fellow w think tanku Chatham House i doradca m.in. rządu brytyjskiego] formułuje główną tezę – bez zaangażowania Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, które traktowane razem wydają 65 proc. europejskich środków na obronę i 80 proc. na badania i rozwój w tej dziedzinie, odbudowa potencjału wojskowego starego kontynentu będzie niemożliwa. Niestety, jak argumentuje, establishment w tych kluczowych dla bezpieczeństwa kontynentu państwach nie jest zdolny do podjęcia trudnych, strategicznych decyzji […]

Całość tekstu Marka Budzisza czytaj tutaj.

Czytaj też: „Die Welt”: Silna jak nigdy dotąd Polska wyzwaniem dla UE

wpolityce.pl/mt

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj